W ogóle to ciśnienie mam niskie. Nie przytoczę teraz konkretnych liczb, bo nie mam do takich rzeczy pamięci. Ale czy mierzy mi je ojciec czy pielęgniarka w przychodni, zawsze pod nosem pomrukują "niziutko, oj niziutko".
Jeszcze z liceum pamiętam, że pani od WF-u wspominała coś o prawidłowym stosunku 3/30/130 czyli 3 razy w tygodniu przez 30 minut tętno na poziomie 130.
W zeszłym tygodniu Poczta Polska sprawiła, że miałam raczej 7/720/200.
A wszystko przez moje ambitne i oszczędne podejście do kwestii zaproszeń, które postanowiłam zrobić sama.
Na wiadomym serwisie aukcyjnym znalazłam idealny rozmiar i kolor.
Wpłaciłam pieniądze, miły pan sprzedawca wysłał maila, że koperty wysłane. Minęło 1,5 tygodnia. Przesyłki nie ma.
Ponieważ miesiąc wcześniej poczta zgubiła paczkę, w której był prezent na gwiazdkę dla mojej mamy, nie czekałam i zaczęłam dzwonić.
Zaczęło się odsyłanie od Annasza do Kajfasza. "Takiego numeru nadania nie ma w bazie". "Z tej placówki na pewno nie była wysłana taka paczka". Pod koniec dnia miałam kartkę zapisaną kilkunastoma numerami telefonu. Zrezygnowana spisałam koperty na straty i zaczęłam się zastanawiać, gdzie w mojej okolicy jest papierniczy.
W tajemniczy sposób paczka odnalazła się po 3 dniach z wydrukowanym numerem nadania, którego "nie było w bazie" oraz z pieczątką placówki, z której "na pewno nie była wysyłana".
Magia.